Mariazell 2017

Dzień I – Rzeszów-Svidník

Po raz kolejny pasjonaci kolarstwa i rekolekcji w drodze wyruszyli na pielgrzymi szlak. W roku 100 – lecia objawień w Fatimie podjęli trud wyprawy do sanktuarium Matki Bożej w Mariazell. Uczynili to pod egidą Katolickiego Klubu Sportowego im. Św. Jana Pawła II. Wyjazd miał miejsce z pod kościoła im. św. Józefa Sebastiana Pelczara w Rzeszowie. Po mszy świętej pod przewodnictwem ks bpa Edwarda Białogłowskiego pątnicy „wyposażeni” w Boże błogosławieństwo udali się na pielgrzymi szlak. Pierwszy postój miał miejsce w Czudcu, gdzie jak zawsze pielgrzymi zostali obdarowani słodkościami. Po tej porcji kalorii wszyscy pomknęli jak strzała i oto już na horyzoncie pojawiła się Ustrobna i kolejny postój. Cały czas towarzyszyła nam piękna pogoda i mogliśmy podziwiać urokliwą krainę Pogórza Strzyżowskiego. Sprawa skomplikowała się na granicy polsko – słowackiej gdzie kolarzy przywitały opady deszczu. I tak już było do samego Świdnika. Może jutro będzie lepiej 😉

Dzień II – Svidník-Spišský Štvrtok

Ostatecznie nasze obawy się nie sprawdziły i kolejny dzień naszej rowerowej wyprawy przywitaliśmy pochmurną, ale co ważniejsze bezdeszczową pogodą. Jak co dzień na początek było coś dla duszy i dla ciała. W kaplicy szkolnej odprawiliśmy mszę świętą, a w historycznym już, żółtym namiocie dostaliśmy coś na ząb. Szybkie pakowanie, znoszenie bagaży i już wszyscy zwarci i gotowi oczekiwali na start. Syntezę tego, co nasz czeka w dniu dzisiejszym przedstawił nam dyrektor sportowy i piloci. Jeszcze tylko symboliczny „numerek” i można było jechać gdzie nas oczy poniosą, a dokładnie w stronę Spiskiego Czwartku. Po drodze poznawaliśmy walory przyrodnicze i kulturowe naszych południowych braci. A było co, gdyż cały czas jedziemy wzdłuż słowackich Tatr. W Lewoczy odwiedziliśmy Sanktuarium Marii Panny na Mariańskiej Górze. Podjazd do Sanktuarium pielgrzymi zapamiętają na długo 🙂 Zwieńczeniem naszych rowerowych zmagań była wieczorna, iście królewska kolacja, którą zaserwował strudzonemu pątnikowi nasz pielgrzymkowy mistrz kucharski – brat Gieniu. Po krótkim wieczornym spotkaniu, nastąpiła „praca w grupach” czyli spotkania i rozmowy w mniejszych grupach. Wrażeń było wiele, więc i pogadanki się przedłużyły. Jutro niedziela, może sobie dłużej pośpimy?

Dzień III – Spišský Štvrtok – Štrba

Wczorajsze „dłużej pośpimy” o dziwo się sprawdziło. Dzień rozpoczęliśmy od Mszy świętej sprawowanej na przyszkolnym boisku. Lekko zaspanych pielgrzymów budził zapierający dech  w piersiach widok na słowackie Tatry. Niedzielnej eucharystii przewodniczył sam Ojciec Dyrektor, który dodatkowo podniósł nas na duchu słowem krzepiącym. Drugim ważnym punktem naszych pielgrzymkowych poranków jest sycące śniadanie, bez którego ani rusz na rowerowy szlak. Tradycyjnie już po pakowaniu rozległ się sygnał do wyjazdu. Dzisiaj nasza trasa nie była zbyt długa, ale za to obfitowała w dużą ilość atrakcji. Już na początku zaskoczył nas wspaniały widok górskich szczytów. Zwieńczeniem tych estetycznych doznań był niesamowity widok na piękne Jezioro Szczyrbskie. Ani się nie obejrzeliśmy a już byliśmy na noclegu. Jest to znana nam miejscowość Strba, którą odwiedziliśmy dwa lata temu. Krótkie ogłoszenia dotyczące tego kto i gdzie śpi, co i kiedy będziemy jedli i mogliśmy udać się na przygotowane kwatery. Pięknie spędziliśmy dzisiejszy wieczór, podczas którego poznawaliśmy się nawzajem. Zapowiedź jutrzejszego trochę dłuższego etapu spowodowała, ze dość wcześniej poszliśmy spać.

Dzień IV – Štrba-Staré Hory

Wielkimi krokami zbliżał się ku nam półmetek naszej wyprawy. Wypadł on dziś czyli na odcinku Strba – Stare Hory. Dzień rozpoczęliśmy śpiewająco, tzn.  deszczową piosenką. Taka też była aura. Niewiele jest jednak rzeczy, które zatrzymałyby rowerowego pielgrzyma. Na pewno nie można zaliczyć do nich drobnego deszczu. Podniesieni na duchu słowem naszego ojca duchowego z wiarą i nadzieją zabraliśmy się do czynności przygotowujących nas do kolejnego etapu. O dziwo deszcz przestał padać i mogliśmy przestać śpiewać. Żwawo więc, nie marnując cennego czasu, ruszyliśmy w drogę. Zapowiadało się wspaniale, ale wyszło jak zawsze, gdyż po przejechaniu kilku kilometrów napotkaliśmy dawno nie widzianego przyjaciela, czyli deszcz. Nie jest to jednak wyprawa meteorologów żeby skupiać się na aurze. Ważniejsza jest to, gdzie dzisiaj jechaliśmy. Pokonaliśmy dziś w sumie 108 kilometrów. Dosłownie po górach, dolinach. Pokonując często samych siebie i jak to określił ks. Mariusz na zakończenie odcinka, „pokonaliśmy po raz kolejny własne ograniczenia”. Trzeba powiedzieć, że warto było. Stare Hory to pięknie położona miejscowość. Dużym jej atutem dla nas pielgrzymów jest piękne sanktuarium, które mieliśmy okazję zwiedzić. Odbyło się w nim dziś nabożeństwo adoracji Najświętszego Sakramentu. Po nim wróciliśmy do szkoły, gdzie po kolei zmorzył nas sen. Wielu śniło pewnie o upałach.

Dzień V – Staré Hory-Nitra

Dzień VI – Nitra-Bratislava

Sen się spełnił, i upały przyszły. Wczoraj nie było relacji. Powód był jeden. Trudny odcinek i fajny nocleg. Hmmm, to w sumie dwa powody. Skusiły nas wygodne pielesze i dość wcześnie położyliśmy się spać. Nocowaliśmy w pięknym ośrodku Księży Werbistów w Nitrze. Ośrodek ten znajduje się na wzgórzu i rozciąga się z niego piękny widok na całe miasto. Wieczorem mieliśmy mocno poruszające spotkanie, którego kulminacyjnym momentem było dotknięcie krzyża. Rano obudziły nas dzwony kościoła i piękne słońce. Po Mszy świętej oddaliśmy bagaże w dobre ręce naszych służb pomocniczych, zatankowaliśmy pod korek paliwa, czyli dobrej klasztornej wody i ruszyliśmy w trasę. Dziś pokonaliśmy 102 kilometry, niby niedługi odcinek, ale i tak pełen emocji. Spowodowane to było tym, że zmierzaliśmy do stolicy Słowacji czyli Bratysławy. Po pokonaniu kilku niewielkich podjazdów i kilku płaskich kilometrów dotarliśmy do stołecznego miasta. Wielu z nas zachwycił widok bratysławskiego zamku. Jeszcze tylko kilka zakrętów, po których sprawnie prowadzili nas nasi piloci: Piotrek i Łukasz i już mogliśmy cieszyć się z tego, że kolejny odcinek za nami. Szybkie pielgrzymkowe ogłoszenia i już mogliśmy zażywać rozkoszy prysznicowych na które w pełni zasłużyliśmy. Jak co dzień podczas spotkania z pielgrzymkowym Ojcem duchownym – ks. Stanisławem, mogliśmy posłuchać dobrego słowa odnoszącego się do naszej wiary. Wielu z nas, zanim zasnęło snem sprawiedliwego dzieliło się wrażenia dnia dzisiejszego i z ciekawością wyczekiwało jutrzejszego odcinka.

Dzień VII – Bratislava-Traisen

Nasza ciekawość została dziś zaspokojona. Silny nocny wiatr, który zaraz z wieczora o mały włos nie porwał naszego pielgrzymkowego kuchennego namiotu, rozwiał nasze chmurne myśli. Poranna Bratysława przywitała nas dość chłodno. Wiał silny wiatr. Jak zwykle kolarzowi w twarz. Dziś był szczególny dzień. Pożegnaliśmy majestatyczny zamek na Hradczanach i pokręciliśmy w stronę kraju o dość twardej wymowie. Nad Dunajem wysłuchaliśmy wiedeńskiego walca i dalej tanecznym rytmem pomknęliśmy w stronę Traisen – naszej dzisiejszej bazy. Pogoda była wspaniała, a widoki jeszcze lepsze. Z każdym jednak kilometrem każdemu z nas coraz ciężej obracało się pedałami. Nie było to jednak spowodowane sabotażem naszego technika brata Leszka, lecz ciągle wznoszącym się terenem. A wiadomo grawitacja robi swoje. Pomimo tych i innych trudności szczęśliwie dotarliśmy do celu naszej dzisiejszej pielgrzymki. Pokonaliśmy 133 kilometrów. Czasami było trudno, a nawet bardzo trudno (zwłaszcza ostatni podjazd do kempingu), ale daliśmy radę. Bo jak nie my, to kto?!

Dzień VIII – Traisen-Mariazell

„Coś się zaczyna, coś się kończy.” Zaczęło się w sumie niedawno, bo raptem 7 dni temu. Kiedy wyjeżdżaliśmy z Rzeszowa, wielu z nas biło się z myślami, czy dam radę, czy dojadę, czy będzie padało, czy będzie grzało, czy nie. Wiele z tych obaw się sprawdziło. Było trochę deszczu, było trochę słońca. Czasami dawał się we znaki podjazd, czasami monotonna droga. Wszystkich nas jednak wiodło głębokie przekonanie, że jedziemy do Matki, do tej która na nas zawsze czeka. Na naszych dwóch kółkach i w sercach wieźliśmy wiele intencji. Tych radosnych i smutnych, dotyczących nas samych, naszych rodzin i wspólnot. Wszystko to złożyliśmy przed tronem Pani z Mariazell. Zanim jednak do niego doszło musieliśmy pokonać dwa dość wymagające podjazdy. Czasami brakowało sił, ale się nie poddawaliśmy. Zawsze na duchu podtrzymywał nas widok naszego pielgrzymkowego wozu ratowniczego, którym kierował ratownik Tomek.

Zwieńczeniem naszego dzisiejszego etapu był pokłon w Sanktuarium. Po krótkiej modlitwie udaliśmy się na kamping na którym spędzimy dwie noce. Jutro czeka nas ważny dzień. O godzinie dziewiątej w Sanktuarium będzie odprawiona uroczysta Msza św. z udziałem nas wszystkich. Zachęcamy tych, których najbliżsi pielgrzymowali, aby duchowo łączyli się z nami w czasie tych pięknych chwil. Sobota będzie dla nas dniem odpoczynku i zwiedzania Mariazell. A w niedzielę rano wyjeżdżamy do naszych domów. Do zobaczenia więc wkrótce.